Monty monty

Niedawno Latający Cyrk Monthy Pythona obchodził 40 urodziny! Skłoniło mnie to do refleksji na temat wpływu Latającego Cyrku na kształt mojego poczucia humoru oraz przypomniało pewne wydarzenie. Monthy Python jest po prostu wielki i to nie ulega najmniejszym wątpliwościom pomimo faktu iż ostatnio cicho o brytyjskich komikach. Absencja wynika z jednej strony z tego, że  nie są już aktywni (poza swoim kanałem www.youtube.com/MonthyPython) oraz z faktu, że w telewizji nie ma woli wyświetla ani ich filmów ani skeczy. W dzisiejszych czasach – obcinania funduszy kanałom tematycznym jak TVP Kultura, oraz wyświetlania wyświechtanych gniotów – to nie powinno dziwić ale jednak smuci. Co by zaszkodziło gdyby nagle znikąd pojawiła się Hiszpańska Inkwizycja…

Przykładów świetnych skeczy jest wiele, każdy z nas je kojarzy, nie mówiąc o pełnym metrażu. Chłopaki z Monty Pythona odwalili kawał dobrej roboty, nie tylko tworząc swój styl ale i ucząc świat nowego, jakże genialnego, poczucia humoru. Od fenomenalnych animacji w technice kolażu poprzez ciągłe kiełznanie absurdu po inteligentne wyśmiewanie się z religii.

Pamiętam jak dziś – a było to ponad 10 lat temu – grupowe oglądanie “Żywotu Briana” u mnie w domu. To było coś niesamowitego i niezapomnianego, gdy wszyscy spadali z krzeseł oglądając ten film. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie konkretnych komentarzy ale pamiętam, że w pewnym momencie zaczęliśmy mierzyć sobie ciśnienie i puls. Wyglądało to tak, że każdy następny poddany badaniu miał co raz to wyższy wynik. Gdy doszliśmy do skrajnego punktu – miałem ok. 180 na 130 przy pulsie 150 wszyscy poprzewracali się na ziemie poza Pawłem Zarębskim, który założył urządzenie i ze stoicką miną osiągnął wynik ponad 300 po czym wyświetlił się napis “total err”… Wtedy do szczęścia nie było potrzeba nic więcej:)


About this entry